CDN

60 plus. Ciąg Dalszy Nastąpi

‚Prawdziwa historia’ Romana Polańskiego. Między prawdą a zmyśleniem /recenzja/

‚Prawdziwa historia’ Romana Polańskiego. Między prawdą a zmyśleniem /recenzja/

Roman Polański nadal w bardzo dobrej formie, pomimo ukończenia 84 lat i kino wciąż go kręci, czego dowodzi jego najnowszy film: „Prawdziwa historia”. Z pozoru przypomina thriller psychologiczny, ale w istocie jest grą z widzem na różnych poziomach.

Rasowy kinoman dostrzeże w nim nawiązania do „Misery” Boba Reinera czy do „Persony” Ingmara Bergmana, ale z czasem przekona się, że reżyser bawi się tymi konwencjami i nie tracąc swojego specyficznego poczucia humoru, pragnie nam powiedzieć coś zgoła zupełnie innego. 

Prawdziwa historia jest adaptacją bestsellerowej książki Delphine de Vigan „Based on a True Story”, której autorka stworzyła portret swej matki-samobójczyni. W filmie Polańskiego wątek matki pojawia się w szczątkowej postaci – we śnie pisarki. Jego bohaterkami są pisarka  Delphine, grana przez Emmanuelle Seigner, oraz jej fanka Ell (Eva Green), także pisarka tyle, że anonimowa i niespełniona, bo pisuje jako ghostwriter i może stąd bierze się jej obsesja, by Delphine stworzyła autentyczne dzieło o sobie samej. Łączące je więź jest momentami kompletnie niezrozumiała, ale fizyczne podobieństwo, a także fakt iż wykonują podobne zawody, pozwala ujrzeć w ich relacji dwa portrety tej samej osoby, jak we „Wszystko o Ewie” Mankiewicza. Relacja ta jest właściwie osią dramaturgiczną filmu, ale Polański idzie znacznie dalej i mówi znacznie więcej. W pewnym momencie zaczynamy rozumieć, że przede wszystkim interesuje go artysta – jego relacje z ludźmi i sam proces tworzenia, ocierający się o destrukcję i autodestrukcję. 

Dramatyzm głównego tematu łagodzi wszechobecna ironia i humor, czego przykładem jest już wstępna sekwencja filmu, w której reżyser każe nam patrzeć na podchodzących po autograf czytelników oczami pisarki. Każdy z nich pragnie powiedzieć coś osobistego, wyrazić wdzięczność. Padają ciągle te same, w gruncie rzeczy banalne, bo powtarzane po wielokroć słowa, mówiące o tym, że powieść zmieniła ich życie albo że dotyczy ich samych. Niezależnie więc rodzi się wartość: owa prawda, którą odczuwa czytelnik jako własną. Kiedy natomiast widzimy twarz tej, do której ciągną tłumy czytelników złaknionych prawdziwego kontaktu ze swoją pisarką, dostrzegamy zmęczoną twarz postarzałej kobiety o nieruchomym, nic nie mówiącym spojrzeniu, co rodzi efekt groteskowy. Wzięta pisarka mogłaby być choć odrobinę zadowolona, ale nie jest. Delphine  najwyraźniej nie lubi promocji swoich książek – to dla niej przykry, ale nieunikniony obowiązek. Ożywia się dopiero na widok młodej urodziwej kobiety, Ell (dosłownie: Ona), której imię sugeruje kogoś anonimowego, niekonkretnego. Podczas spotkania autorskiego Delphine odmówiła „Jej” autografu, aby – jak sama stwierdziła – nie robić wyjątków, ale podczas spotkania w klubie postanawia to naprawić, głównie dlatego, że młoda osoba zaczyna ją interesować. Z przyjemnością ucina z nią sobie dłuższą rozmowę i okazuje się, że kobiety nadają na tych samych falach – tak przynajmniej opowiada o tym spotkaniu Delphine swojemu partnerowi François (Vincent Perez) – wziętemu i wiecznie nieobecnemu prezenterowi telewizyjnemu…..

Całą recenzję filmu Romana Polańskiego ‚Prawdziwa historia’ przeczytacie na blogu kulturalneingrediencje.blogspot.com

Autor: Barbara Lekarczyk- Cisek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *